wtorek, 23 lutego 2010

Kościół

Czasami zostajemy obdarowani ową cudowną łaską odczucia i doświadczenia prawdziwej obecności Jezusa jako żywej osoby w Najświętszym Sakramencie. Uczucie to niby fala wzbierająca w duszy, i z hukiem zalewająca nasze słabe małości charakteru. Czasem ta bliskość jest tak namacalna, że swą fizycznością można empirycznie doświadczyć jakby... Jego oddechu, wzroku, obecności, miłości, a nade wszystko usłyszeć Jego słowa.
Nie jestem mistyczką, i nie są to słowa takie, jak człowiecze, i nie uszami je słyszę. Słyszę je w głębi serca. Tak dotkliwe - swą czułością lub przeniknięciem do głębin wnętrza.
Bardzo pragnęłabym, aby każdy mógł przeżyć obecność Jezusa tak naprawdę, wtedy świat byłby jeszcze piękniejszy.
Myślę, myślę, lecz wyobrazić sobie nie mogę, jak będzie po śmierci, jeśli tam ujrzymy Jego oblicze, a przecież już tu, na ziemi mam to uczucie, że serce rozrywa się na tysiące kawałków, że jest tak niedoskonałe, i nie potrafi ująć w żadne ramy owej MIŁOŚCI JEZUSA... Człowiekowi w obliczu spotkania Go brakuje nawet wyrażalności swych uczuć.
Zadziwia i zatrważa mnie Eucharystia swym pięknem, cudem, miłością, Nieba obecnością.
Nie umiem pojąć, że Bóg jest jakby posłuszny na wezwanie człowieka grzesznego, i daje zamknąć swą nieogarnioną Istotę w maleńkiej Hostii (przemienienie). I jak to możliwe, że całe Niebo jednoczy się z nami, że Maryja jest, nasi zmarli, dusze czyśćcowe... i żywe Ciało i Krew Jezusa, cały ON dla każdego, kto pragnie...

Czuję ostatnio, że jestem jedną kroplą w morzu wspólnoty jakim jest Kościół. I odczuwam, że w tej wspólnocie jestem z duszami czyśćcowymi, ze wszelkimi nieznanymi babciami w kościele, z księżmi, z wszelkimi zakonnicami, z sąsiadką, i tymi zmarłymi świętymi, którzy żyli 300, 100 lat temu, z aniołami... czuję, że wszystkich nas ogromnie kocha Bóg. To takie niesamowite, Kościół jest wspaniałym Ciałem Jezusa, Jego Oblubienicą...

Ach, idę na ucztę Miłości, zjednoczyć się z Miłością etc (czyt. Eucharystia :D)

Jezus żyje!

4 komentarze:

  1. Tak, Eucharystia to niezwykły dar.. Czy umiałabym żyć bez niej? Raczej nie..
    Hmm.. Gdzie mnie posyła?.. Jeśli taka będzie Jego wola - Karmelitanki Bose, Gdynia, już niebawem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. niebawem,bo w wakacje.. bloga kasować nie będę, ale w klauzurze nie będę mogła go kontynuowac.. niestety. więc póki mogę - to korzystam :D

    P.S ale offtopy robimy :p

    OdpowiedzUsuń
  3. no chyba, że mi siostry pozwolą blogować, musiałabym dopytać :) a w wakacje dlatego, bo robię szkołę policealną roczną, bo od razu po maturze nie przyjmują :) skończę ją w czerwcu, a w lipcu zaczynam obowiązkowy dla wszystkich aspirat :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oddawanie siebie jest zawsze bardzo trudne! Czasem wydaje mi się nawet, że niemożliwe, że po prostu się nie da. A jeśli zrobię coś dla kogoś to często mam poczucie "bycia wykorzystaną". Bo nie chcę, nie muszę, a jednak robię.
    Tutaj, myślę, jest dla mnie kawał pracy do wykonania: nauczyć się rozróżniać i nie żałować czasu. To się już chwilkę przewija w moim życiu.
    Ktoś mi kiedyś powiedział, że Bóg jest Bogiem kosmosu (w moim rozumieniu: czegoś, czego nie da się ogarnąć, pojąć) i choć ciężko mi to przyjąć i szukam wymówek, zaprzeczam, On ciągle mi pokazuje, że tak faktycznie jest, że może i chce przenosić mnie przez to, czego sama nie przeskoczę.
    Przypomniał mi się św. Franciszek z Asyżu :)
    Pozdrawiam Cię ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń