sobota, 13 lutego 2010

Miłość opiekuńcza

rzekł im: „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka”.

Wciąż pozostaję w zachwycie nad Osobą Jezusa. Nie tylko jako Zbawiciela świata, Boga, Słowa Wcielonego - to oczywiście ważne dogmaty teologiczne. Prawdy niezaprzeczalne. Ale, myślę, że ważne jest, abyśmy odkryli, i zaprosili do naszego życia Jezusa jako OSOBĘ, człowieka, który był we WSZYSTKIM podobny do nas, prócz grzechu. Człowieka z krwi i kości, z Ciałem prawdziwym.
Aż drżę, gdy pomyślę, że i Jezus kiedyś bawił się z innymi dziećmi. Że być może przewrócił się, i zadrasnął kolano. Że śmiał się, skakał, biegał.
Ta dzisiejsza ewangelia jest niesamowite. Nie dotyka mnie tylko sam fakt dokonanego cudu przez Jezusa. Dotyka mnie On jako Osoba z psychologicznego, socjologicznego etc punktu widzenia niesamowicie wrażliwa, subtelna, delikatna, altruistyczna... Osoba tak delikatna, nieśmiała, a jednocześnie nie tchórzliwa. Absolutnie nie wrzaskliwa, nie głośna, i tak otwarta na innych.
I cóż, ewangelia wciąż odkrywa przede mną nowe cechy ukochanego Jezusa. Jego dobroć, opieka. On boi się, byśmy nie zasłabli na drogach naszego życia, więc daje nam SAMEGO SIEBIE, swoje Ciało, by było naszym chlebem powszednim, naszym umocnieniem.
On widzi nasz głód. Pragnie nas zaspokoić. On pragnie naszego szczęścia...
Och, kocham Cię Jezu :-)

1 komentarz:

  1. Jezus to PRZEDE WSZYSTKIM człowiek i w tym objawia się Jego Boskość :) Bo był zwyczajny, jak my, a jednocześnie tak niezwykły... :)

    OdpowiedzUsuń