wtorek, 24 sierpnia 2010

łaska

"zwykły" sierpniowy dzień. Ja przed komputerem. Czytałam rozważania o przyjaźni, i nagle lawina myśli - jestem samotna, nikt mnie nie lubi, moje życie jest zwyczajne, szare - myśli co przygniatają serce, związują je tak mocno do ziemi, że dusi się, nie potrafiąc wznieść się choć trochę ku Bogu.
I nagle Boska ręka naprowadziła mnie na artykulik o smutku w kontekście grzechu.
Spadłam z krzesła. Uświadomiłam sobie, jaka ja jestem głupia, ograniczona, jakże egoistyczna w takim myśleniu, jakże marnująca łaskę!
Zadzwoniłam do koleżanki, do drugiej napisałam, do trzeciej sms, i okazało się, że wystarczy odrobina otwartości, a już przestajemy widzieć samego siebie. Okazało się, że tak wiele osób wokół mnie jest, że trzeba chcieć uchylić tylko drzwi swego serca. Drugi człowiek to ogromna łaska Pana i skarbnica nowych refleksji, przemyśleń, spostrzeżeń. Trzeba tylko trochę wychylić się zza własnego egoizmu. Ponadto, sami czynimy sobie "zwykłość". Z NIM naprawdę, naprawdę każda chwila jest NIEZWYKŁA. Każda modlitwa staje się spotkaniem niepowtarzalnym.
Czasami spodziewam się jedynie słodyczy i radości z poczucia Jego obecności na modlitwie, a gdy tego zabraknie, jestem jak rozwydrzone dziecko - krzyczę Mu, czemu mnie opuszcza! A przecież, przecież On zawsze Jest, może nawet bliżej JEST gdy właśnie Go nie odczuwam. To także łaska, ale widzę to dopiero, gdy minie owa "pustynia duchowa".
Pewien rodzaj smutku właśnie, może zabijać w nas miłość. A gdy sercem człowiek sobie uświadomi, że co dzień na Eucharystii prawdziwie przyjmuje prawdziwe Ciało Chrystusa, że On tyle nam daje - Słowo, które nam mówi, jak żyć, pokój w sercu, błogosławieństwo na wszystko, łaskę, Miłośc, czułość, po prostu SAMEGO SIEBIE.
No, i do czego zmierzam, że tak mało dziękuję, a przecież wszystko, WSZYSTKO jest łaską, prócz grzechu, co od nas pochodzi. Dlaczego nie dziękujemy za to, że mamy rodzinę, przyjaciół, własny dom, pokój, mieszkanie, łóżko, codzienne pożywienie, ubranie... ale to tylko marność, czemu nie dziękujemy za to, że WIDZIMY piękno stworzenia? SŁYSZYMY muzykę, szum lasu, głos kochanej osoby, ptaki ranne, deszcz, grzmot, że CZUJEMY zapachy, różę, świerk, jak pachnie świeży chleb, że czujemy smak owoców, rozróżniamy ich tak wiele... że mamy dwie nogi, które chodza, dwie ręce, i dłonie, i dziecięc palców, i możemy NIESKOŃCZENIE WIELE CZYNIĆ -malować, tworzyć, konstruować, ale możemy kogoś wziąć za rękę, przytulić, pogłaskać, otrzeć łzy. Co dzień budzimy się, dlaczego tak mało w naszych porankach radości. Jakiz to cud - jeszcze choć kilka godzin nasze ciało żyje, nasze serce czuje, oddychamy, że widzimy naszych bliskich... trzeba chwilę refleksji, i wszystko staje sie CUDEM I ŁASKĄ.

Panie, nigdy, przenigdy nie zdołam ani tego pojąć, ani Ci podziękować, ani tego dobrze wykorzystać...Ale kocham Ciebie :)